Na dłuższe chodzenie po sklepach staram się zakładać płaskie buty, w tym przypadku najlepiej się sprawdzają baleriny z Salamander z czarnym noskiem, które mają już swoje lata. Poza tym uwielbiam wszelkie okrycia wokół szyi, które namiętnie kupuję: dzisiaj miałam na sobie jedwabną apaszkę marki Longchamp, którą upolowałam na aukcji Allegro. A'la woskowe spodnie w kolorze butelkowej zieleni pochodzą z Zary, poprzedni sezon, czerwony żakiet (jedyna z nielicznych rzeczy w mojej szafie w tym kolorze) pochodzi również z Zary, dział młodzieżowy Trf. Koszula po spodem to marka Review, ze sklepu Van Graaf. I do tego oczywiście moja ulubiona torba Sisley, jesienią się z nią nie rozstaję:
Przeglądając zdjęcia mody ulicznej Scotta Schumana z "The Sartorialist", szczególnie te zrobione na ulicach Paryża zawsze zastanawiało mnie skąd paryżanki mają tak niebywały dar dobrego stylu i smaku? Gdzie tkwi tajemnica ich niewymuszonej elegancji i klasy?
Proszę, oto podręcznik: "Parisian Chic. A Style Guide by Ines del la Fressange with Sopie Gachet" lub w polskiej wersji językowej: "Paryski szyk. Podręcznik stylu Ines del la Fressange oraz Sophie Gachet”. Lektura obowiązkowa dla wszystkich pragnących się nauczyć [tak, jest to możliwe!] paryskiego szyku, znajdziecie tam nie tylko złote reguły dotyczące ubioru, listę rzeczy, których nie powinno zabraknąć w szafie paryżanki, ta książka to także świetny przewodnik po magicznych zakątkach stolicy Francji, począwszy od knajpek, skończywszy na sklepach online. Co ważne, książka jest pięknie wydana, co sprawiło, że skusiłam się również na kalendarz- organizer 2013. Polecam !
Chodzi za mną już od paru dobrych tygodni..Miękka, czysta wełna, idealna na chłodne dni. Przymierzałam jeszcze szarą, ale już nie ma takiego Wow. A Wy? Którą byście wybrały?
Polskie artystki i celebrytki pokochały kolekcje Roberta Kupisza, a w szczególności upodobały sobie T-Shirt z orzełkiem, a z najnowszej kolekcji, w klimacie westernowym z napisem Wanted. Skusiłam się i ja. Wybrałam jasny błękit, rozmiar S, chociaż moim zdaniem lepiej kupić o jeden rozmiar większy, niż ten obecnie noszony. To na pewno spotęguje efekt nonszalancji i naturalnego luzu. Jakość materiału może nie rzuca na kolana, ale i tak jestem zadowolona z zakupu:) Poniżej zdjęcia z ostatniego shoppingu: wspomnianą koszulkę założyłam do a'la skórzanych spodni z Zary i brązowych botków z Esprita. A dlatego, że lubię wszelkie okrycia szyi, nie mogłam sobie odmówić owinięcia się miękką chustą z Mango:
Poniżej dwa inne (wakacyjne) sety z wykorzystaniem wspomnianego T-Shirtu:
Wszędobylskie reklamy na bilbordach oraz w kolorowych magazynach skusiły mnie do zakupu sprayu do włosów angielskiej marki fryzjerskiej Toni&Guy. Nieprzypadkowo wybrałam Sea Salt Texturising Spray, czyli sól morską, gdyż to właśnie kąpiele morskie i słoneczne są najłaskawsze dla naszych włosów, niezależnie od tego, co piszą specjaliści. Która z nas nie lubi seksownych fali na głowie, które tworzą się zawsze zaraz po wyjściu z morza? No właśnie, taką naturalną i niedbałą fryzurę, oczywiście w pozytywnym znaczeniu tego słowa, obiecuje nam producent na opakowaniu. Faktycznie, spray podkreśla lekki skręt włosa, a efekt jest jeszcze lepszy po krótkim potraktowaniu włosa suszarką. Pachnie cudnie i świetnie odświeża naszą czuprynę, działa trochę jak suchy szampon, aczkolwiek po całym dniu noszenia, może trochę wysuszać, no cóż, ale to ma do siebie wspomniana morska sól.